| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych | Księga gości | Forum dyskusyjne | Chat | Newsletter | Powiadom znajomego | Poczta | Facebook | Youtube | Google+ |
Polski English Deutsch
Wybrzeże Słowińskie Herb Słupska Mapa Lubinusa Słupsk Słupsk On-line Słupsk Słupsk
- | - Katalog Firm | Słupsk Powiat Firmy | Przetargi | Szukam/dam prace | Ogłoszenia | Pogoda | Kamery | Hejnał Słupski | Herb Słupska | Flaga Słupska | Społeczność Lokalna - | -
- | - Słupsk Powiat | Wyszukiwarka | Klimat | Kalendarz | Słupsk w liczbach | Miasta partnerskie | Plan miasta Słupska | Bezpieczny Słupsk | Bezrobocie Słupsk | Sylwester Słupsk - | -


Słupsk On-line Słupsk On-line / Historia / Ratuszowy zegar


Każdego południa niebo nad Słupskiem wypełnia spokojny dźwięk miejskiego hejnału. Poprzedza go 12-stokrotne, dostojne bicie ratuszowego zegara, bo to właśnie z wieży ponad stuletniego gmachu magistratu płynie nad miastem charakterystyczna, wygrywana na trąbkach melodia.

Ratuszowy zegar odmierza miejski czas od chwili wybudowania siedziby miejskich władz, czyli od roku 1901. Na jego ramie wybite jest nazwisko budowniczego tego ogromnego chronometru: OTTO PILA, STOLP. I to w zasadzie wszystko, co wiemy o życiu jego twórcy. Z internetowej strony Heimatstube Stolp im Pommern: www.stolp.de możemy się tylko dowiedzieć, że był taki słupszczanin, a w roku 1915 mieszkał przy Schillerstrasse 17 (obecnie ul. Solskiego) i był "rentierem", czyli człowiekiem, który żył z kapitału zgromadzonego wcześniej w banku.

Nieco więcej mówi o nim jego dzieło, zegar, który - z przerwami, ale ciągle ten sam - od ponad stu lat niestrudzenie odmierza miastu czas, obojętny na wszystko, co dzieje się poniżej. Ale i ten czasomierz miewał trudne chwile. Zbiegało to się przeważnie w czasie, kiedy i miastu nie wiodło się najlepiej - kto miał wtedy głowę do jakiegoś starego, ale jeszcze nie zabytkowego zegara...?

Bieżące naprawy ograniczały się zatem do coraz większego obciążania mechanizmu balastem, co może doraźnie likwidowało tzw. luzy w trybach i trybikach, ale w konsekwencji powodowało ich narastanie. Jak twierdzi obecny opiekun ratuszowego zegara, z zawodu zegarmistrz i specjalista od chronometrów wieżowych, a prywatnie wielki miłośnik takich właśnie czasomierzy - Krzysztof Woźniak - w najgorszym momencie obciążenie mechanizmów sięgało 90 kilogramów, przy 36-kilogramowej normie dla zegara tej wielkości! Wróćmy jednak do twórcy ratuszowego zegara, wspomnianego wcześniej mistrza Otto Pila.

Zdaniem Krzysztofa Woźniaka musiał to być specjalista najwyższej klasy. Jego chronometr od początku istnienia aż do tej pory, kiedy w trakcie remontu odtworzono wszystkie jego pierwotne parametry tyka niezwykle precyzyjnie. Przeciętny zegarek średniej klasy może się późnić lub przyśpieszać o ok. 30 do 40 sekund. To jest normalne. Ratuszowy - w ciągu doby gubi gdzieś tylko jedną sekundę, tak więc na przestrzeni miesiąca trzeba go przesuwać do przodu o ok. pół minuty.

Wszystkie obliczenia mistrza Pila i późniejsze wykonanie zegarowego majstersztyku musiało więc być niezwykle precyzyjne, nawet jak na zegarmistrza, który to fach z natury rzeczy słynie z precyzji.

Po wojnie, w roku 1973 mechanizm rozszerzono o kuranty, coś w rodzaju pozytywki, która o określonej godzinie wybijała na wielkich, specjalnie przyciętych rurach jedną frazę IV Symfonii Karola Szymanowskiego, do czego ówczesne władze miasta namówił częsty w Słupsku gość z racji festiwali pianistyki polskiej, znakomity krytyk i dziennikarz muzyczny - Jerzy Waldorff, który nota bene zdążył poznać Szymanowskiego. Kuranty przyłączył do słupskiego zegara kolejny mistrz od wieżowych chronometrów - Paweł Jantor z Poznania, ten sam, który po wojennych zniszczeniach z pietyzmem przywrócił życiu słynne "Koziołki" na ratuszu stolicy Wielkopolski.

Wkrótce po zamontowaniu kurantów znieruchomiały wskazówki na wieży słupskiego magistratu. Niekonserwowany czasomierz nie wytrzymał próby... czasu. Skorodowane detale nie dawały się już "uszczelnić" kolejnymi obciążeniami mechanizmu, wydawało się, że zegar umarł...

Kilkanaście lat później, a dokładnie w roku 1995, do bufetu w Urzędzie Miejskim wszedł Krzysztof Woźniak, wcześniej właściciel zakładu zegarmistrzowskiego, który w dobie taniej, elektronicznej tandety "bez duszy" zmuszony został do zamknięcia warsztatu i podjęcia pracy w charakterze ochroniarza w Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego.

W ratuszu natknął się na swojego kolegę z wojska, radnego, któremu w trakcie luźnej rozmowy wytknął nieczynny od lat zegar. I tak się zaczęło. Po kilku miesiącach dostał oficjalną propozycję Ratusza, by wyremontował nieczynny chronometr. Potrzebny był remont kapitalny, ponieważ wiele części, w tym wskazówki, były tak skorodowane, że rozpadały się w rękach.

W pracach pomagali mu: Krzysztof Gaweł - z zawodu piekarz i Krzysztof Sagała - uczeń. Nie trzeba chyba dodawać, że odtwarzane części i elementy mechanizmu musiały być wykonywane z mikronową dokładnością i zgodnie z obliczeniami mistrza Pila. Później, po miesiącu okazało się, że tak się właśnie stało - wszystko pracowało jak... "w zegarku".

Prace trwały dwa i pół miesiąca, kilka tygodni mniej, niż zaplanowano, ale zegarmistrzowie - pasjonaci prawie nie wychodzili wtedy z ratusza. Jedli tam, odpoczywali, pracowali i marzli, bo na ratuszowej wieży nie ma ogrzewania. Do domu wychodzili tylko na noc. W styczniu 1996 roku, po wielu latach milczenia z ratuszowej wieży rozległy się kuranty: zegar ruszył.

Krzysztof Woźniak nie wrócił już do zawodu ochroniarza. Podjął pracę w ratuszu na stanowisku konserwatora - "złotej rączki", ale do jego obowiązków należy m. in. konserwacja wszystkich magistrackich czasomierzy, w tym również i tego, który stoi w gabinecie Prezydenta Miasta.

W roku 1998, w związku ze zbliżającym się stuleciem ratusza, ówczesne władze miasta rozpisały konkurs na skomponowanie hejnału miejskiego. Na konkurs wpłynęło 18 kompozycji z kraju i z zagranicy. Zwyciężył sygnał skomponowany przez Jacka Stańczyka ze Słupska. Od 1999 r. nagranie hejnału rozbrzmiewa codziennie o godz. 12.00. w wykonaniu Jerzego Lisa, Jana Buczko i Mieczysława Gacha (trąbka i 2 waltornie), muzyków ze słupskiej filharmonii. Zabrakło go na krótko tylko w czasie kolejnej konserwacji zegara, w listopadzie 2005 roku.

Wtedy to Krzysztof Woźniak i jego współpracownicy powymieniali łożyska w przekładni wskazań na igiełkowe, które są trwalsze od zwykłych. Odnowili również wskazówki, które znowu nadwątliła rdza.

W roku 2003 prezydent Maciej Kobyliński podjął decyzję o udostępnieniu ratuszowej wieży turystom: rozciąga się z niej wspaniały widok na miasto. Z poziomu chodnika na wieżę prowadzi 190 stopni.

Po przestąpieniu 137 schodków dochodzi się do poziomu zegara. Wcześniej, kiedy jeszcze na taras widokowy nie można było wchodzić osobom postronnym, mechanizm zegara zabudowany był jakimiś nieestetycznymi ściankami z dykty. Prezydent uznał, że zegarowa maszyneria również jest swoistą atrakcją turystyczną i polecił ją odsłonić. Obecnie znajduje się ona za pleksiglasem, więc turyści mogą stanąć tuż przy niej, podziwiać wszystkie stare, ale starannie odnowione i wypucowane części i tarczę ratuszowego chronometru od wewnątrz.

Ratuszowy zegar jest co prawda jednym z wielu podobnych urządzeń, jakie odmierzają czas w mieście, ale wyróżnia się wśród nich wielkością i dokładnością. Oprócz magistratu swój chronometr posiadają: Starostwo Powiatowe, Stara Poczta Główna, kościoły: Najświętszego Serca Jezusowego i św. Jacka.


Opracował Słupsk On-line na podstawie tekstu Urzędu Miejskiego w Słupsku.




Gry, tapety, aplikacje, polifonia i... wszystko na komórkę kliknij tutaj>>>


Web Informer Button